Kochani!

Kochani!

Za każdym razem gdy prosiliśmy o wsparcie – zawsze mogliśmy na Was liczyć. Niestety ale ponownie jesteśmy zmuszeni prosić Was o pomoc finansową. Mamy nadzieję, że i tym razem nas nie zawiedziecie. Jest bardzo ciężko, wakacje w pełni więc gdy inni odpoczywają – my pracujemy próbując ogarnąć letni wysyp małych kociąt. Ale nie narzekamy, świadomość ocalenia każdej kolejnej małej istoty dodaje nam sił do działania! Tylko brak funduszy martwi i podcina nam skrzydła... Ale my się nie poddamy! Bo nie jesteśmy w stanie przejść obojętnie gdy ktoś prosi nas o pomoc. Tak też i było ostatnim razem, gdy w nocy 15 lipca po godzinie 22.00 dostaliśmy telefon z informacją, że piwnica w starej kamienicy przy jednej z głównych i bardzo ruchliwych ulic w Gliwicach, została zamieszkana przez kocią rodzinę, a małe kocięta… wychodzą na jezdnię! To cud, że żadnemu nic się nie stało…. Mimo bardzo później pory, jedna z naszych wolontariuszek natychmiast udała się we wskazane miejsce. Okazało się, że telefon został wykonany przez parę przyjaciół naszej Fundacji, a lokatorami małej piwniczki są cztery młode i kotka. Wszystkie bardzo malutkie, drobne, chude… Matka w zasadzie niewiele większa od swoich dzieci… Dziewczyny spędziły pod piwniczym okienkiem długą noc, cierpliwie wyłapując kocią rodzinę. Ryzyko zostawienia zwierzaków w takim niebezpiecznym miejscu było zbyt duże. Po kilku godzinach, gdy na zegarze dochodziła 6.00 rano (!), udało się złapać wszystkie kotki poza jednym, tym najmniejszym i najbardziej nieufnym. Dziewczyny postanowiły zostawić jedzenie i wodę. Zabezpieczyły okienko aby maluszek nie mógł samodzielnie wyjść na ulicę. Wróciły po kilku godzinach. Tym razem miały szczęście i w miarę szybko udało się ustalić właścicieli piwnicy, którzy byli skorzy do współpracy. Okazało się, że dzika kotka okociła się w jednej z piwnic trochę ponad dwa miesiące temu, a wszystkie pomieszczenia były kompletną ruiną, niestabilność konstrukcji i rupiecie stanowiły duże niebezpieczeństwo dla takiego małego kotka, który mógł zostać przygnieciony lub utknąć w jednej z licznych szpar w drzwiach i ścianach. Dodatkowo, w piwnicy rozsypano trutkę na szczury co stanowiło motywację do jeszcze szybszego działania. Niestety, zdążyło się zrobić ciemno i mimo nawoływania i czekania – ani śladu kociaka… Dziewczyny postanowiły zastawić trzy (!) żywołapki w różnych miejscach piwnicy i wrócić skoro świt. Następnego ranka, udało się! Maluszek cały i zdrowy siedział w jednej z klatek. Został przetransportowany w bezpieczne miejsce do swojej kociej mamy i rodzeństwa. Ich radość była ogromna i z wielką przyjemnością patrzyło się na te wyrazy miłości: tulenie, lizanie, mruczenie… Gdyby tylko mógł to być szczęśliwy koniec tej historii. Niestety, z powodu przepełnienia w naszych domach tymczasowych, kocia rodzina obecnie przebywa w fundacyjnej piwnicy, gdzie mimo iż jest bezpiecznie, to nie jest to odpowiednie dla nich miejsce. Gdy stres i nerwy opadły, okazało się, że kotki są bardzo miziaste i lgną do człowieka. Dlatego pilnie poszukujemy dla nich domku tymczasowego lub (oczywiście najlepiej) stałego. Co więcej, cała piątka jest mocno niedożywiona i zarobaczona, dlatego wymagają intensywnej opieki weterynaryjnej i specjalistycznej karmy aby jak najszybciej mogły wrócić do pełni sił.

W związku z powyższym, bardzo Was prosimy o pomoc finansową, w obecnej sytuacji liczy się dla nas dosłownie każda złotówka! Prosimy o dokonywanie wpłat z dopiskiem „Kocia rodzinka z piwniczego okienka”.

W całej akcji ratowniczej w sposób logistyczny bardzo pomogły również dwie wspaniałe dziewczyny: Kornelia Cesarz i Marzena Gębska z zaprzyjaźnionej organizacji Pokochaj i Przygarnij. Dziękujemy!

Na koniec prezentujemy w jakich warunkach musiały żyć kociaki nim udało nam się je złapać…. Wciąż się zastanawiamy, jak to możliwe, że nic im się nie stało…

Prezentujemy również całą rodzinę.

Może Ci się również spodoba